Tagi


Archiwa


Zaprzyjaźnione


/ 28

Artykuły

Po co nam Bóg?

3rd Sie '12

Pewnego popołudnia do Sir Isaaca Newtona, przyszedł w odwiedziny jego przyjaciel. Mężczyzna był pod wrażeniem skomplikowanego modelu Układu Słonecznego jaki stał w salonie naukowca. Gdy poruszył korbką planety zaczęły się poruszać wokół metalowego Słońca.- Kto to stworzył? – pyta kolega.
– Nikt – odpowiedział od niechcenia Newton.
– Kto zrobił tę maszynę? – znajomy ponowił pytanie.
– Już ci powiedziałem, nikt.
Przyjaciel już lekko zirytowany przestał kręcić korbką i zwrócił się do niego:
– Słuchaj Isaac, ta skomplikowana machina musiała zostać przez kogoś złożona. Nie mów mi, że przez nikogo, bo ci nie uwierzę.
Newton przestał pisać, wstał, spojrzał na przyjaciela i stwierdził:
– Czyż to nie dziwne? Mówię ci, że nikt nie zrobił tej prostej zabawki, a ty mi nie wierzysz. Jednocześnie uporczywie twierdzisz, że prawdziwego Układu Słonecznego, wielkiego i nieskończenie skomplikowanego, nikt nie stworzył. Jak mam ci uwierzyć?

Boga może nie być

Nie mam pojęcia czy powyższa scena miała naprawdę miejsce, czy wyssano ją z palca. Wydaje się bez­spornym faktem, że Isaac Newton, zgodnie z duchem swoich czasów, był osobą reli­gijną a Biblia sta­no­wiła jego ulubioną lekturę. Po 250 latach miejsce Newtona, na sta­no­wisku kie­row­nika katedry Lucasa w Cam­bridge, zajęła osoba o poglą­dach zupełnie odmien­nych. Stephen Hawking, od początku scep­tyczny wobec wiary w Boga, z każdym rokiem swojej pracy naukowej rady­ka­li­zuje sądy na temat kre­acjo­nizmu. W swojej ostat­niej książce nauko­wiec rzuca wprost  Nauka uczyniła Boga nie­po­trzebnym. Autor „Krótkiej Historii Czasu” i „Wiel­kiego Projektu” zajmuje w moim pry­watnym rankingu szcze­gólne miejsce. Podobnie jak ja nie uważa się za ateistę ani nie wojuje prze­ciwko wie­rzącym. Po prostu zwraca uwagę na fakty. Ana­li­zuje świat i wyciąga wnioski. Bóg być może istnieje, ale czy taki jakim go sobie wyobra­żamy? Czy musi on przybrać formę Wiel­kiego Pro­jek­tanta? Pre­mie­rowy odcinek programu „Cie­ka­wość” z gościnnym udziałem Stephena Hawkinga oraz wykład „A Universe from Nothing” Lawrence Krauss’a, jeszcze bardziej utrwa­liły we mnie prze­ko­nanie, że Bóg nie jest nie­za­stą­piony.

Nie oznacza to, że kto­kol­wiek potrafi za pomocą nie­do­sko­na­łego aparatu poznaw­czego udo­wodnić jego nie­ist­nienie. Tego typu tezy to domena nie­po­skro­mio­nego prof. Dawkinsa. Pragnę jedynie prze­kazać, iż nowe idee oraz ciągle posze­rzana wiedza pozwa­lają ludz­kości wytłu­ma­czyć niemal każdy proces bez mie­szania w to inge­rencji z zewnątrz. Setki lat temu, jako istoty wypo­sa­żone w głęboką wyobraźnię snuliśmy mity, opi­su­jące pioruny jako zwiastun gniewu bożego. Dziś nikt zdrowy na umyśle nie zakwe­stio­nuje, że to natu­ralne zjawisko wyła­do­wania elek­tro­ma­gne­tycz­nego. Kiedyś sądzi­liśmy, iż ciała nie­bie­skie poru­szają się wokół Ziemi w sposób upo­rząd­ko­wany przez Wszech­mo­gą­cego. Obecnie potra­fimy samo­dzielnie ustawić sztuczne satelity na orbicie. Jeszcze niedawno jedyną braną pod uwagę odpo­wie­dzią na pytanie  skąd wziął się świat?  był boski akt stwo­rzenia. Od pół wieku udo­sko­na­lana jest teoria wyja­śnia­jąca powstanie wszech­rzeczy w cał­ko­wicie natu­ralny, świecki i samo­dzielny sposób. Stoimy o krok od triumfu nauki.

Krótka historia Wielkiego Wybuchu

Prze­czy­tałem dzie­siątki tekstów na temat Wiel­kiego Wybuchu, ale dopiero ostatnio naprawdę zała­pałem jak poprawnie roz­wiązać kre­acjo­ni­styczny błąd. Stale prze­wi­ja­jącą się bolączką w dys­ku­sjach o początku wszech­rzeczy jest oso­bli­wość. Skąd się wzięła? Czy pier­wotna kropka o wiel­kości Plancka, zawie­ra­jąca całą energię i prze­strzeń, mogła się pojawić znikąd? I tak i nie. Można powie­dzieć, że nasz wszech­świat jest zabu­rze­niem nie­skoń­czenie wielkiej, ponad­cza­sowej i wie­lo­wy­mia­rowej pustki. Choć model Wiel­kiego Wybuchu jest mate­ma­tycznie wyboisty, można go sobie wyobrazić w sposób dzie­cinnie prosty. Pomy­ślcie o kawałku liny z jednej strony przy­wią­zanym do drzewa, a z drugiej trzy­manym przez poru­sza­ją­cego nią czło­wieka. Lina będzie falować tworząc grzbiety i doliny aż człowiek nie prze­stanie nią poruszać, a ona sama nie wróci do stanu rów­no­wagi. Teraz postawcie w miejscu liny oso­bli­wość. Szczyt fali będzie tu energią (a więc i tożsamą z nią materią), a doliną prze­strzeń. Energię należy więc potrak­tować jako odwrot­ność prze­strzeni. To jedynie nie­do­sko­nała metafora, ale obra­zu­jąca szalenie ele­gancką myśl: w istocie wszech­świat = 0. Nie powstał z niczego, bo na swój sposób jest nicością nadal. Wydaje się to przeczyć instynktom jakie w nas ewo­lu­owały, lecz oso­bi­ście uważam tę teorię za jak naj­bar­dziej praw­dziwą. Ciągle dążymy do uni­fi­kacji fizyki, odszu­kując wzory obra­zu­jące jak coś można prze­kształcić w co innego. Każdy elektron jest dokładnie taki sam. To tylko okre­ślony układ energii, ładunku, pędu i spinu. Zmienimy którąś z tych wartości i prze­mie­nimy elektron w inną cząstkę. Z każdą dekadą badań zaciera się defi­nicja materii i energii. Idąc tym tokiem rozu­mo­wania, nie­unik­niony jest wniosek, że wszyscy mamy swój początek w jed­no­litym miejscu o bliżej nie­okre­ślo­nych cechach, którego pier­wotna symetria została złamana. Nie ważne czy nazwiemy je pustką, tajem­ni­czym ape­ironem, czy boską papką.

Wielki Wybuch ani Teoria Wszyst­kiego nie są tematami tego wpisu, więc przejdę do kolejnej kwestii. Co zaini­cjo­wało akt stwo­rzenia? Wiemy już, że wszystko co nas otacza jest „niczym”, ale na pewno część z Was zasta­nawia się nad tym co spo­wo­do­wało roz­war­stwienie prze­strzeni i energii? Dzi­siejszy wszech­świat jest duży i prze­wi­dy­walny, lecz nie zawsze taki był. 13,82 miliarda lat temu skur­czony do roz­miarów ato­mo­wych, rządził się zwa­rio­wa­nymi zasadami mecha­niki kwan­towej. Ci, którzy skubnęli nieco tematu wiedzą w czym rzecz (resztę odsyłam aby najpierw ogarnęli kwanty). Oso­bli­wość zawie­ra­jąca wszystko co znamy, mogła się pojawić ot tak, w przy­pad­kowej fluk­tu­acji. W mecha­nice kwan­towej „coś” i „nic” są poję­ciami zbędnymi, gdyż w pustej z pozoru prze­strzeni spon­ta­nicznie wytwa­rzają się cząstki wir­tu­alne. Tu pojawia się również nie­sforna zasada nie­ozna­czo­ności, z którą mierzymy się przy każdej próbie obser­wacji cząstek ele­men­tar­nych. Każdy z nas jest przy­zwy­cza­jony do nudy cechu­jącej świat makro­sko­powy. Jeżeli spró­bu­jesz strzelić komuś w głowę i dobrze wyce­lu­jesz to możesz być pewny osią­gnięcia celu. Spraw­dzają się tu drogie sercu każdego naukowca obser­wacje i pomiary. Nabój przeleci kon­kretną tra­jek­torię i z okre­śloną energią przebije czaszkę nie­szczę­śnika. W świecie sub­a­to­mowym wszystko działa inaczej. Dokład­ności pomiaru poło­żenia cząstki i jej pędu są odwrotnie pro­por­cjo­nalne. Im więcej wiemy o jednej wiel­kości, tym mniej wiemy o drugiej. Morał jest nastę­pu­jący: w świecie sub­a­to­mowym nie pró­bujcie do nikogo strzelać, bo przy dużym pechu kula może znaleźć się w Waszej głowie. Właśnie w tych zasadach mecha­niki kwan­towej należy upa­trywać wiel­kiego początku. Wszystko to stało się w zgodzie z naturą. Kosmos to jedno wielkie zero, jakie pojawiło się w wyniku przy­pad­ko­wego zabu­rzenia.

Bóg tkwi w kwantach

Wielu się pogo­dziło z faktem, że ludzkość jest na naj­lep­szej drodze do wyja­śnienia początku wszech­świata i procesów w nim zacho­dzą­cych w sposób cał­ko­wicie świecki. Nie­którzy jednak nadal poszu­kują w nauce miejsc, mogących być nazwa­nymi tajem­ni­cami wiary. Taką sferą jest bez wąt­pienia mecha­nika kwantowa. Rozważmy raz jeszcze przykład z kwan­towym nabojem. Wydaje się, że stare powie­dzenie – człowiek strzela, Pan Bóg kule nosi  nabiera całkiem nowego zna­czenia. Wolność i nie­prze­wi­dy­walny chaos w świecie sub­a­to­mowym dał nadzieję części osób wie­rzą­cych. Jeżeli pój­dziecie do kasyna i zagracie w ruletkę, Wasz wynik będzie uza­leż­niony od przy­padku. Z fizycz­nego punktu widzenia to tylko pozory. Mając dosta­teczne dane o siłach dzia­ła­ją­cych na koło i kulkę można prze­wi­dzieć jaki numer zostanie trafiony. Problem pomiaru jest czysto tech­niczny. W świecie kwan­towym nato­miast, jedynym co da się uzyskać to praw­do­po­do­bień­stwo. Choć­byśmy nie wiem jak się prężyli, nie wyeli­mi­nu­jemy moż­li­wości zasko­czenia. Część wie­rzą­cych w tej przy­pad­ko­wości natury szuka koła ratun­ko­wego. No bo, czym tak naprawdę jest praw­do­po­do­bień­stwo? Co decyduje o tym, że cząstka pojawia się raz z lewej, raz z prawej, a następnie z lewej i prawej na raz? Dla fizyka zaj­mu­ją­cego się prak­tycznym wyko­rzy­sta­niem mecha­niki kwan­towej inter­pre­tacja tego zjawiska nie ma kom­plet­nego zna­czenia. Wzory się zgadzają i jesteśmy w stanie je wyko­rzy­stać, choćby w elek­tro­nice.

Problemy poja­wiają się na płasz­czyźnie filo­zo­ficznej czy meta­fi­zycznej, i dręczyły uczonych od samego początku. Już w latach 20. ożywioną dyskusję na temat fenomenu dualizmu kor­pu­sku­larno-falowego oraz zasady nie­ozna­czo­ności, toczył Niels Bohr z Albertem Ein­ste­inem, jednak bez skutku. Na tym cokole dziś wyrasta swoisty teizm kwantowy. Dla entu­zja­stów tego typu teorii, między zasadą nie­ozna­czo­ności a szeroko rozu­mianym palcem bożym, można w zasadzie postawić znak równości. W kon­se­kwencji Wszech­mo­gący ingeruje w naszą rze­czy­wi­stość poprzez mani­pu­lacje w świecie kwantów. Kwant tu, kwant tam i woda zmienia się w wino. Brzmi to całkiem inte­re­su­jąco, ale czy nie nazbyt naiwnie? Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że są ludzie, którzy będą widzieć siły nad­przy­ro­dzone w każdym nie do końca zro­zu­mianym procesie, a po jego zbadaniu znajdą sobie nowy cel. Szukanie obec­ności Boga nie powinno polegać na zaty­kaniu nim dziur w naszej nie­wiedzy. Sam teizm kwantowy jest nacią­gany i stoi pod wielkim znakiem zapy­tania. Kon­fe­rencja Kopen­haska uznała, iż cząstka znajduje się w każdej z pozycji na raz, a proces pomiaru losowo wybiera dokładnie jedną z wielu moż­li­wości. Nikt z obecnych tam naukowców nie wspo­minał o boskich inter­wen­cjach w fizyce. Do dziś kwestia inter­pre­tacji kopen­ha­skiej w pewnych kręgach budzi kon­tro­wersje, lecz przez więk­szość świata nauki została zaak­cep­to­wana.

„Bóg” tak, teizm nie

Mimo tych wszyst­kich wąt­pli­wości i całej zdo­by­wanej wiedzy, uczeni nie stronią od używania słowa „Bóg”. Sam Albert Einstein lubił powta­rzać, że odkry­wając prawa natury chce poznać zamysł boży. Do swojego asy­stenta rzekł kiedyś: „Naprawdę mnie inte­re­suje to, czy tworząc wszech­świat Bóg miał jakiś wybór”. Znowuż innym razem powie­dział, iż „wierzy w Boga, który prze­jawia się w upo­rząd­ko­wanej harmonii ist­nienia, nie zaś w Boga, który zajmuje się losami i dzia­ła­niami poszcze­gól­nych istot ludzkich”. Te cytaty płynące z umysłu twórcy teorii względ­ności ukazują pewien trend, szcze­gólnie popu­larny wśród fizyków. Będąc osobami dia­belnie inte­li­gent­nymi, ufa­ją­cymi jedynie twardej logice oraz empi­rycznym dowodom, uczeni zaadop­to­wali termin Boga dla własnych celów. Nie oznacza on już istoty wyższej, wiel­kiego pro­jek­tanta, przed­wiecz­nego zegar­mi­strza, czy naj­wyż­szego sędziego. Bóg w ustach naukowców w ogóle nie oznacza osoby! Nie ma sensu się doń modlić, prosić o wyba­czenie i ocze­kiwać cudów. Wszelkie dogmaty i obrzędy można sobie darować. Nie ma również sensu przy­pi­sywać takiemu Bogu nad­przy­ro­dzo­nych mocy, gdyż to on jest przyrodą.

Einstein i jego następcy wyko­rzy­stują, reli­gijny do tej pory termin, jako wygodnej metafory, czy raczej synonimu matki natury. Naj­lepsze jest w tym to, że takiemu „Bogu” nikt nie zaprzeczy. Ciągle doświad­czamy dzia­łania setek praw fizycz­nych, które koeg­zy­stując wza­jemnie, w cudowny sposób zrodziły wszech­świat z całą róż­no­rod­no­ścią życia. Kiedy sam pomyślę o ogromie kosmosu i całej zawartej w nim harmonii sił, materii i stałych, to mam ochotę klęknąć i podzi­wiać. Sęk w tym, że nie ma sensu hołdować martwemu i bez­oso­bo­wemu zbiorowi zasad.

Osoba kla­sycznie wierząca w miło­sier­nego Ojca może się poczuć nie­za­spo­ko­jona taką kon­cepcją. Przy­kła­dowy Chrze­ści­janin spo­dziewa się czego innego. Prawa przyrody decydują o tym jak funk­cjo­nuje rze­czy­wi­stość, ale nie pod­po­wiedzą jak w niej żyć. Wierzący chciałby otrzy­mywać wska­zówki, ujrzeć dro­go­wskaz moralny na drodze do zba­wienia. To ostatnie zdanie jest bardzo ważne. Ukazuje dualizm potrzeb, jakie dręczą, z jednej strony prze­cięt­nego wie­rzą­cego, a z drugiej uczonego. Kościół był skory do uznania teorii ewolucji czy Wiel­kiego Wybuchu, nie tylko dlatego, iż istnieją potwier­dza­jące je dowody. Nawet duchowni zauwa­żyli brak zapo­trze­bo­wania na tłu­ma­czenie budowy czy powstania świata przez inge­rencję istoty wyższej. Religia wyrosła już z monopolu na wiedzę, zajmując się tym, czym powinna, czyli moral­no­ścią.

Nie chcę głębiej zanurzać się w odmętach dylematu, czy dla zacho­wania szeroko rozu­mia­nego dobra konieczna jest religia. Będąc upartym, nawet altruizm można wyjaśnić stosując zało­żenia dar­wi­nizmu. Chodzi o to, że pytanie – „Po co nam Bóg?”  odno­szące się do Inte­li­gent­nego Stwórcy, jest zupełnie czym innym niż kwestia „Czy Bóg istnieje?” bądź „Czy Bóg jest konieczny dla rozwoju ducho­wego czło­wieka?”. Bóg dla więk­szości ludzi pozo­stanie war­to­ściowy, w zna­czeniu pra­wo­dawcy usta­na­wia­ją­cego kryteria dobra i zła. Nato­miast czy nadal mamy potrzebę doszu­ki­wania się w przy­ro­dzie jakiegoś planu? Niektóre stałe fizyczne wydają się wręcz idealnie dopa­so­wane do pod­trzy­my­wania życia. Patrząc przez pryzmat zasady antro­picznej nie wydaje się to takie dziwne. Wszak gdyby ten wszech­świat był nie­zdatny do życia, nie powsta­łaby istota potra­fiąca stawiać pytania, albo istota ta byłaby zbu­do­wana zupełnie inaczej niż my. Tak więc, nawet w tym temacie możemy z powo­dze­niem zasto­sować czyste zasady logiki i zmar­gi­na­li­zować reli­gijny punkt widzenia. Do wyja­śnienia wszyst­kich zjawisk wystę­pu­ją­cych we wszech­świecie wystarczą zaledwie cztery siły pod­sta­wowe i dwa­na­ście cząstek materii. Czy zatem nadal potrze­bu­jemy inte­li­gent­nego pro­jek­tanta aby zro­zu­mieć ota­cza­jącą nas rze­czy­wi­stość?


Te kwestie pozo­sta­wiam Wam do roz­strzy­gnięcia.
Literatura uzupełniająca:
S. Weinberg, Sen o Teorii Ostatecznej, Warszawa 1993;
S. Hawking, Krótka Historia Czasu, Warszawa 2007;
Ciekawość – Kto stworzył wszechświat?, reż. S. Tongue, Discovery Channel 2011;
L. Krauss, A Universe From Nothing, wykład dla RDF;
J. Coyne, Bóg, ewolucja i mechanika kwantowa, tłum. M. Koraszewska, racjonalista.pl.
podpis-czarny

Naukowy totalitarysta. Jeśli nie chcesz aby wpadli do Ciebie naukowi bojówkarze, zostaw komentarz.

  • Ano­ny­mous

    Witam.
    Pozwolę sobie mieć inne zdanie niż Pan. Strasznie dużo tego do opisania i dyskusji odnośnie tego wpisu więc może tylko skon­cen­truję się na zaak­cen­to­waniu kilku moim zdaniem nie­ści­słości, punktów z którymi można by dys­ku­tować.
    1. W celu wyja­śnienia zainicjowania/stworzenia oso­bli­wości wyko­rzy­stuje Pan przy­kłady z mecha­niki kwan­towej, która jak na to nie patrzeć jest opi­sy­wana przez cza­so­prze­strzeń i energię. Nie­wła­ściwe jest to gdyż te zjawiska wystę­pują (czą­steczki wir­tu­alne) w danym ośrodku który został zapo­cząt­ko­wany przez WW. wydaje mi się to pod­pa­da­jące pod błąd logiczny, że wyko­rzy­stuje Pan efekt w celu wyja­śnienia przy­czyny powstania. Teoria WW w pewnym momencie po prostu „nie trzyma się kupy” i naj­większe umysły tego nie kryją. Nie ukrywam że bliżej mi do teorii M niż do WW.
    2. Przy­tacza Pan cytaty z wypo­wiedzi poje­dyn­czych wybit­nych naukowców w sprawach ich wiary i postrze­gania istoty Boga. Tutaj nasuwają mi się 2 kwestie:
    – pomi­nięcie prze­wa­ża­jącej ilości osób wie­rzą­cych jeżeli porówna Pan lau­re­atów nauko­wych nagród Nobla, którzy po prostu nie pro­pa­gują swoich poglądów w tej kwestii.
    – wyko­rzy­sty­wanie poglądów spe­cja­li­stów z jednej dzie­dziny jako eks­pertów w innej. aby zobra­zować, pytając wybit­nego pale­on­to­loga o kwestie fizyki teo­re­tycznej i przy­ta­czając go jako eksperta. 

    Chwilowo wystarczy bo nie wiem czy możliwe są aż tak roz­wi­nięte komen­tarze 🙂
    Pozdra­wiam
    g_o_n

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      1. Ależ w takim rozu­mo­waniu również kryją się błędy. Załóżmy, że mecha­nika kwantowa jest czymś co cechuje TYLKO nasz wszech­świat. Że cząstki wir­tu­alne, zasada nie­ozna­czo­ności i wszystko inne, znajduje się jedynie w znanej nam rze­czy­wi­stości, powstałej po Wielkim Wybuchu. To oznacza, że przed Big Bangiem nie byłoby rze­czy­wi­ście nic. Cał­ko­wicie nic. Nic z czego mógłby powstać ten czy inny wszech­świat. A skoro tak, to pozo­staje nam tylko Bóg i nie ma nad czym dys­ku­tować.

      Rzecz w tym, że nie ma sposobu na dowie­dzenie się co było „przed” oso­bli­wo­ścią, podobnie jak nie można zobaczyć co jest za „granicą” wszech­świata. Ja wychodzę z zało­żenia, że nie­do­sko­na­łość naszego aparatu poznaw­czego nie jest dowodem, ani nie zmusza do wyda­wania pewnych osądów. Skąd w prze­ciwnym razie wzięłyby się kon­cepcje mul­tiu­ni­wersum? „Pustka” jaka istniała przed naszym wszech­światem, mogła mieć naturę której nie rozu­miemy. Jak to mawia Edward Tryon: „Wszech­świat jest po prostu jedną z tych rzeczy, które zdarzają się od czasu do czasu”.

      2. Tekst dotyczy kon­kretnej pro­ble­ma­tyki wyra­żonej w tytule. Co do wie­rzą­cych nobli­stów – nie wiem. Ktoś postawił przede mną kiedyś podobny argument i zacie­ka­wiony zacząłem szperać. Wynik jest taki, że autorzy wszyst­kich książek jakie miałem okazje czytać, są agno­sty­kami lub ate­istami (poza jedną – Michała Hellera). W tym gronie znajdują się również nobliści, jak Richard Feynman czy Steven Weinberg. Zresztą przy­to­czo­nych tu Hawkinga i Kraussa również bardzo cenię. Nie uważam tego za żaden argument, ponieważ wiara jest osobistą sprawą czło­wieka. Nie zachęcam do jej porzu­cania, a co najwyżej zasta­no­wienia się nad alter­na­tywa.

      Dziękuję za bardzo rzeczowy komen­tarz. Ta pierwsza kwestia bardzo mnie zain­te­re­so­wała i jestem zmuszony poszukać kon­kret­nych odpo­wiedzi na tę kwestię.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Dlatego też skoro tak naprawdę niewiele wiemy o ota­cza­jącym nasz wszech­świecie dlaczego ferujemy wyroki odnośnie tego czy Bóg jest czy go nie ma. Nie wiemy co było przed Wielkim wybuchem – tak naprawdę nie wiemy czy ta teoria jest do końca praw­dziwa – jest na chwilę obecną obo­wią­zu­jąca. Dlatego jakoś rzucają mi się w oczy fero­wanie wyroków przez nie­któ­rych wybit­nych naukowców będących jed­no­cze­śnie ate­istami odnośnie tego że wiemy tak dużo i na pewno Boga nie ma. Taki nauko­wiec może być i jest dla mnie auto­ry­tetem w sprawach fizyki lub jego spe­cja­li­zacji ale na pewno nie w sprawach wiary bo to nie jest jego „działka”. Nie wiem czy Pan zauważył ale jakoś widać taką ten­dencje odnośnie obecności/braku Boga w jednym kierunku. Nie zauważa się wypo­wia­dania się i prze­ko­ny­wania w drugą stronę tylko jest widoczna negacja ist­nienia Boga. Nie zasta­no­wiło to Pana?
    Zgadzam się w kwestii ułom­ności aparatu poznaw­czego czło­wieka ale czyż nie mając moż­li­wości poznania dużo łatwiej­szych zagad­nień doty­czą­cych funk­cjo­no­wania wszech­świata możemy się porywać na zro­zu­mienie absolutu Boga? Ogarnąć ułomnym umysłem coś co jest idealne? Dlaczego w przy­padku gdy nie możemy czegoś zro­zu­mieć zacho­wu­jemy się jak dzieci – czegoś nie rozumiem to tego nie ma. Boga nie da się zaszu­flad­kować, zmierzyć, określić, zważyć – trzeba po prostu uwierzyć, bo wiara jest darem, łaską. 

    Jeżeli chodzi o nobli­stów – chętnie się podzielę tylko muszę odszukać kon­kretny artykuł w prze­pastnym necie 😉 

    Oso­bi­ście staram się szanować poglądy innych w wszyst­kich kwe­stiach życia i nie narzucać własnych. Zawsze można przecież pody­sku­tować, bo dyskusja, wymiana poglądów pozwala zawsze nam się w jakiś sposób rozwijać. 

    Jeżeli Pan pozwoli będę częściej komen­tował. Co prawda bardziej mnie inte­re­sują kwestie Fizyczno – astro­no­miczne ale w sprawach reli­gijno- filo­zo­ficz­nych mam również wyro­bione zdanie.
    Pozdra­wiam
    g_o_n

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Każdą z tych kwestii w jakimś stopniu prze­ra­białem i, być może, po prostu przy­wy­kłem. Nato­miast w ogóle nie dziwią mnie ate­istyczne ten­dencje w sferze fizyki. Już ks. Heller stwier­dził, że gdy bada kosmos jest ateistą, i uważam to za właściwe. Jak mogę mówić o dobrym naukowcu, który w którymś skom­pli­ko­wanym miejscu porzuca badania by zapełnić je siłą wyższą? Ostatnim wielkim, który tak robił był Izaak Newton, twier­dząc że wszech­świat nie zapada się w sobie bo Bóg roz­mie­ścił gwiazdy w ide­al­nych odstę­pach. Jak wiemy, tego typu rozu­mo­wanie dało mu błędne wyniki ;).

      I nie mam na myśli, że fizyk ma być ateistą. Może gdzieś głęboko w sobie wierzyć, że coś nad nim czuwa, że ma duszę, czeka go życie po śmierci, a Wielki Pro­jek­tant obmyślił wszystkie stałe i prawa przyrody. Jednak nauka wymaga od niego scep­ty­cyzmu i kon­kret­nych odpo­wiedzi – jak na razie udaje się je znaleźć. Stąd też pytanie: Po co nam Bóg?, ale Bóg, który ułożył wszech­świat, w jakiś, nie­moż­liwy do pojęcia dla nas sposób.

      A dobry, rzeczowy i zmu­sza­jący do refleksji komen­tarz zawsze jest w cenie.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      Ależ wiemy, że jest praw­dziwa. Szeregu dowodów nie da się wyjaśnić niczym innym, nigdy nie zostanie obalona, może zostać najwyżej roz­sze­rzona.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    „Jak mogę mówić o dobrym naukowcu, który w którymś skom­pli­ko­wanym miejscu porzuca badania by zapełnić je siłą wyższą?” – i tu się zgadzamy. Dla mnie też to jest naganne. Po to Bóg nam dał wolną wolę i prężny umysł abyśmy badali, pozna­wali i „czynili sobie poddaną” rze­czy­wi­stość. Z drugiej strony dał nam wewnętrzny etyczny kompas abyśmy nie prze­sa­dzali. Myślę o kwe­stiach etycz­nych ale akurat w fizyce jest to kwestią mar­gi­nalną.
    Z drugą częścią odpo­wiedzi też się zgadzam, widzę że mimo wszystko myślimy podobnie mamy jedynie odrobinę inny punkt widzenia. 

    Jeżeli mogę zadać pytanie, bo powie­dział Pan „Jak mogę mówić o dobrym naukowcu, który w którymś skom­pli­ko­wanym miejscu porzuca badania by zapełnić je siłą wyższą”. Od dłuż­szego czasu teoria o Czarnej materii i Czarnej energii jest podawana jako pewna. Tak naprawdę nikt do końca nie wie co to jest i dlaczego jest ważne jest tylko to że dzięki tym 2 „nie­wia­domym” ładnie nam pasują równania. Czy nie uważa Pan że to właśnie jest taki przy­padek „zastę­po­wania siłą wyższą” aby się tylko zgadzało? Ponieważ nie ma na podo­rę­dziu Boga więc trzeba wstawić „coś nauko­wego”. Może trochę koloruję ale czy nie warto sie nad tym zasta­nowić? Czyż nie taka jest natura czło­wieka iż nie lubimy nie­wia­do­mych a gdy nie możemy objąć rozumem trzeba coś stworzyć aby nasze postrze­gania świata się nie zawaliło?
    Wiem, że jeżeli chodzi o czarną materię są dowody pośrednie ale tak naprawdę nie wiemy co to jest i dlaczego jest. Po prostu musi być, a może warto jednak poszukać innych roz­wiązań?
    Pozdra­wiam
    g_o_n

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Taaaa, odwieczny dylemat. Jak ten, czy teorii strun bliżej do fizyki czy teologii. Moim zdaniem nie ma żadnego porów­nania między TEORIĄ naukową, a religią. Przede wszystkim w tym drugim nie prze­szkadza nam element nad­przy­ro­dzony. Przy nauce, wszystko musi być racjo­nalne, obli­czalne i sensowne. Ciemna materia nie jest wpro­wa­dzona na siłę, a naj­zwy­czaj­niej w świecie wynika z obliczeń. Podobnie jak z czarną dziurą – skoro w jakimś miejscu nie widać masy, nie oznacza to, że jej nie ma.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    3gr.
    Nigdy nie było stanu cał­ko­witej nicości. Ponieważ z nicości abso­lutnej nie da się przejść do stanu ist­nienia. A ponieważ raczej coś istnieje to stan ist­nienia jest wieczny i nie miał początku, zawsze coś istniało. Teo­re­tycznie moż­li­wych stanów ist­nienia nie da się policzyć nawet używając pojęć nie­skoń­czo­ności, ponieważ nie można skon­stru­ować zbioru wszyst­kich zbiorów. Mówienie o praw­do­po­do­bień­stwie wyboru kon­kret­nego stanu ist­nienia jest pomyłką tak samo jak mówienie, że istnieją wszystkie możliwe stany na raz (nie istnieje zbiór wszyst­kich zbiorów). Ist­nienie to „Przy­pad­kowa fluk­tu­acja” ze zbioru, który nie istnieje, ot cie­ka­wostka.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • infi­ni­ty416

    Zaraz – a czy prze­ko­nanie, że rze­czy­wi­stość, której doświad­czamy za pomocą „cie­le­snych” zmysłów, jest jedyną, w której ist­nie­jemy (a w której Bóg się nie ujawnia), to nie jest… wiara?
    Polecam ogarnąć temat psy­cho­de­liku o nazwie DMT, szcze­gólnie ciekawy jest dokument „DMT: Molekuła duszy”, do zna­le­zienia na YT.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      A cóż to – wiara na zasadzie negacji? W takim razie ateistę nazwiesz wie­rzącym, bo wierzy, że Boga nie ma? To tworzy zamknięte koło. Mam fizyczne prze­słanki, że to co widzę jest rze­czy­wi­sto­ścią. Nic mi nie pod­po­wiada, że jest jakaś inna, nie­ma­te­rialna rze­czy­wi­stość, więc tylko do jej uznania potrze­buję wiary.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • infi­ni­ty416

      Uważam, że cała nasza wiedza oparta jest na systemie wierzeń. Czy widziałeś kiedyś na własne oczy atomy? A jednak wierzysz, że istnieją – bo tak powie­dzieli naukowcy. W tym momencie wiara w Boga czy w cokol­wiek innego to jedynie kwestia ufności w prze­słanki właśnie – czy to w Biblię, czy w opo­wieści osób mających za sobą doznania mistyczne. Nawet jeśli sam kiedyś pod mikro­skopem zoba­czysz atomy – w tym momencie będziesz wiedział (a wła­ściwie mocno wierzył – ponieważ cał­ko­wicie ufasz swoim oczom i mikro­sko­powi, że Cię nie oszukują), że istnieją. A co potem? Potem musisz wierzyć swojej pamięci.
      Teraz załóżmy, że, czy to przez zażycie DMT, czy duże ilości medy­tacji, Stephen Hawking stwierdza, że Bóg istnieje (bo sam go doświad­czył). W ślad za nim idą inni naukowcy i wszyscy wycią­gają ten sam wniosek. Powiesz – hola hola, jak z subiek­tyw­nego doświad­czenia można wyciągać obiek­tywne fakty?
      Ale – czy spoj­rzenie przez mikro­skop czy jaka­kol­wiek inna forma obser­wacji rze­czy­wi­stości nie jest doświad­cze­niem subiek­tywnym? Tutaj używa się jedynie innego narzę­dzia.
      Czy w tym momencie zaczy­nasz wierzyć w Boga?
      Wniosek jest taki, że niewiara w Boga wynika z wiary w słusz­ność przy­jętej meto­do­logii pozna­wania rze­czy­wi­stości – która to meto­do­logia nie musi pozwalać na poznanie wszyst­kiego.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Jeżeli stu­diu­jesz jaki­kol­wiek kierunek to zdajesz sobie sprawę z tego jak funk­cjo­nuje nauka. Nawet w jednej dzie­dzinie nie będziesz w stanie ogarnąć wszyst­kich detali. Nie będziesz jednak roz­po­czynał każdego badania i każdej pracy od spraw­dzenia wszyst­kich powszechnie znanych faktów i teorii. Pisząc o koro­nacji Bole­sława Chro­brego nie będę zbierał dowodów czy w ogóle Chrobry istniał, mimo że go nie widziałem i nie znałem. Tak – ufam kronikom, innym źródłom, opiniom arche­ologów i tak dalej. Ale dlaczego im ufam? Ponieważ fakt ist­nienia Chro­brego został udo­wod­niony na 110 sposobów i nikt nie znalazł prze­słanki aby to zane­gować. Czy mam uważać, że jestem zewsząd okła­my­wany i setki histo­ryków chciało zrobić psikus? Przecież to czysty absurd. Zacho­wy­wanie się w ten sposób nie pozwo­li­łoby nam w żaden sposób się rozwijać, bo każdy proces myślowy zaczy­na­li­byśmy od początku.

      Argument z widze­niem atomów jest błędny. Ich ist­nienie było postu­lo­wane zanim wyna­leź­liśmy mikro­skop elek­tro­nowy, zanim je zoba­czy­liśmy. Niemal zawsze dzia­łania mate­ma­tyczne i modele teo­re­tyczne poprze­dzają sam akt obser­wacji, ergo opieramy się na czymś więcej niż zaufaniu do własnych zmysłów.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/10987815144336362715 Tomasz Żukowski

    Czytając artykuł nasuwa mi się myśl: Wszech­świat „storzył” inte­li­gentne istoty, żeby mógł sam siebie poznać….

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Adramel

    W kwestii for­malnej – bóg – z małej litery. Przez duże „B” jest ten per­so­nalny kon­kretny bóg kato­lików, o imieniu „Bóg”, ex Jehowa. Z dużej bo to takie imię. Ale bóg jako funkcja piszemy z małej – bóg Zeus, bóg Odyn, bóg Żydów, bóg Ra itp…

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      To oczy­wiste, ale czasem granica między bogiem a Bogiem jest bardzo cienka. Pisząc tekst miałem na myśli Boga kon­kret­nego, Boga Stwo­rzy­ciela, Ojca, Boga jude­ochrze­ści­jań­skiego. Myślę, że gdybym napisał o „bogu” nic by się nie stało, jednak nie mając na myśli jakie­go­kol­wiek bożka wolę stosować dużą literę.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Pingback: KB #26: Największy darmowy obiad | Kwantowo.pl - astronomia, fizyka, nauka!()

  • Pingback: Czy wszechświat jest płaski? | Kwantowo.pl - astronomia, fizyka, nauka!()

  • ple

    „Pragnę jedynie prze­kazać, iż nowe idee oraz ciągle posze­rzana wiedza
    pozwa­lają ludz­kości wytłu­ma­czyć niemal każdy proces bez mie­szania w to
    inge­rencji z zewnątrz”.
    Ciągle posze­rzana wiedza daje nam jedynie obraz, jak mało jeszcze wiemy i jak wiele jest przed nami jeszcze zakryte.
    „Od
    pół wieku udo­sko­na­lana jest teoria wyja­śnia­jąca powstanie wszech­rzeczy w
    cał­ko­wicie natu­ralny, świecki i samo­dzielny sposób” – „wyja­śnia­jąca” to
    chyba drobne nad­użycie, nie uważasz?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Nie uważam. Wielki wybuch to teoria wyja­śnia­jąca sposób powstania wszech­rzeczy; kre­acjo­niści mają swoje, inne wyja­śnienia. Pytanie dotyczy jedynie tego, które wyja­śnienie jest bliższe prawdy i zdatne do kon­fir­macji.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Henryk Krze­miński

    Wielu ludzi jest tak samo­wy­star­czal­nych, iż stawiają pytanie po co nam Bóg? W tym pytaniu jest już zawarta
    odpo­wiedź, iż jest On nam nie­po­trzebny, dlatego Go nie ma. A jak zmie­niłby się sposób postrze­gania świata
    przez te osoby, gdyby okazało się nie­spo­dzie­wanie, iż On istnieje i można tego dowieść w sposób, którego
    żaden zwo­lennik nauki nie podważy, czyli w sposób czysto naukowy. Osobnik, który nie chciałby zaak­cepto–
    wać takiego dowodu stałby się obiektem drwin i lek­ce­wa­żenia. Zapew­niam, iż taki dowód jest możliwy
    do prze­pro­wa­dzenia w każdej chwili. Niezgoda na jego doko­nanie świadczy o upadku wiary i dążenia
    do prawdy w naszych czasach.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Trudno mi pole­mi­zować, bo komen­tarz nie odnosi się do zawar­tości tekstu, czyli kwestii boga – pier­wot­nego poru­szy­ciela.

      „Zapew­niam, iż taki dowód jest możliwy do prze­pro­wa­dzenia w każdej chwili. Niezgoda na jego doko­nanie świadczy o upadku wiary i dążenia do prawdy w naszych czasach.”

      Albo mówimy o wierze, albo o dowodach. Jedno z dwóch. I nie rozumiem sfor­mu­ło­wania „upadek wiary”. Czy jego prze­ci­wień­stwem jest „upadek racjo­na­lizmu”?

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Henryk Krze­miński

        Jego prze­ci­wień­stwem jest wzrost racjo­na­lizmu. Zasta­na­wiam się nad tym, w jak będzie
        wyglą­dała wiara w ist­nienie Boga, kiedy już będziemy w sposób nie budzący żadnych
        wąt­pli­wości wie­dzieli o Jego ist­nieniu.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Na ile wertuję filo­zofię racjo­na­li­stów, o tyle trudno mi się z tym zgodzić. Wszakże ateizm oraz agno­sty­cyzm wyrosły właśnie z racjo­na­lizmu. Ale oczy­wi­ście szanuję to zdanie.

        Gdybyśmy* wie­dzieli o jego ist­nieniu – rze­czy­wi­ście to ciekawe zagad­nienie.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Jacek

    Witam ser­decznie.

    W Pańskim artykule nt. entropii ( http://www.kwantowo.pl/2015/01/09/komorki-entropii/ ) pisze Pan: 

    „Zwykłem mawiać, że jeśli praw­do­po­do­bień­stwo jakiegoś zda­rzenia wynosi więcej niż zero, nie można go wyklu­czyć; jednak w tym przy­padku mówimy o wiel­ko­ściach z kil­ku­dzie­się­cioma zerami. Pisząc prościej, jeżeli ist­nia­łyby miliardy wszech­światów zamiesz­ka­nych przez biliony nie­zdar­nych cywi­li­zacji tłu­ką­cych kubki, to w ciągu eonów być może raz jakiś kosmita doświad­czyłby cudu samo­na­pra­wia­ją­cego się naczynia. Chociaż i tak wyka­załem się w tych sza­cun­kach hur­ra­op­ty­mi­zmem.”

    W związku z tym chciałbym zapytać, jak – w czysto mate­ma­tycz­nych kate­go­riach – osza­co­wałby Pan praw­do­po­do­bień­stwo, że z nie­wy­obra­żalnie wiel­kiego zbioru moż­li­wości, z którym mieliśmy do czy­nienia przed Wielkim Wybuchem i krótko po nim, akty­wo­wały się właśnie te, które umoż­li­wiły otwarcie ciągu przy­czy­nowo-skut­ko­wego, który finalnie dopro­wa­dził do powstania i rozwoju inte­li­gentnej formy życia na Ziemi? Że stałe fizyczne, które określił Pan jako „idealnie dopa­so­wane do pod­trzy­my­wania życia” przyjęły ten właśnie „idealny” poziom, podczas gdy nawet mini­malne odstęp­stwo od któ­rej­kol­wiek z nich zapewne unie­moż­li­wi­łoby rozwój życia w znanej nam formie? Że w ogra­ni­czonej liczbie galaktyk powstał układ sło­neczny w całej swojej zło­żo­ności skrojony idealnie na potrzeby roz­wi­ja­ją­cego się w nim życia?

    Czy praw­do­po­do­bień­stwo, że zda­rzenia które starałem się nakre­ślić wyżej, zaist­niały rów­no­cze­śnie w jednym wszech­świecie liczącym „ledwo” 14 miliardów lat, jest większe od tego, że w miliar­dach wszech­światów z miliar­dami cywi­li­zacji jeden rozbity kubek wróci do poprzed­niego stanu?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Dziękuję za inte­re­su­jące pytania. Jestem pewny, że któryś ze znanych mi fizyków podjął się tego trudu i rzucił jakimś sza­cun­kiem – niestety nie mogę sobie przy­po­mnieć, który to. Nie zmienia to faktu, że była mowa o olbrzy­mich liczbach, co chyba nie powinno nikogo dziwić. Mam tu jednak pewną uwagę: ten i inne tego typu szacunki należy trak­tować w ramach cie­ka­wostki (coś jak równanie Drake’a), bo mamy zde­cy­do­wanie za małą wiedzę.

      Druga kwestia mnie bardziej niepokoi. Mia­no­wicie sprawa warunków do życia i powstania samego życia to już zupełnie odmienna kate­goria i pod żadnym pozorem nie należy jej łączyć z powsta­niem wszech­świata. Odpo­wie­dzią jest zasada antro­piczna. Skoro powstało coś takiego jak My, to wydaje nam się, że jest to coś nie­wy­obra­żal­nego i w jakiś sposób nobi­li­tu­ją­cego. Pisze pan o „układzie skro­jonym idealnie na potrzeby życia”, a przecież możemy uczciwie odwrócić to rozu­mo­wanie: dlaczego wszech­świat jest aż tak życiu nie­przy­jazny? Albo jeszcze inaczej: dlaczego życie jest aż tak deli­katne i nie­do­sto­so­wane do natu­ral­nego zasie­dlania wszech­świata? Dlaczego orga­nizmy nie są w stanie np. pobierać sobie energii z gwiazd i egzy­stować w kosmicznej próżni? Obiek­tywnie wygląda to tak, że życie nie pasuje do wszech­świata a wszech­świat nie sprzyja życiu. Nie dowiemy się nigdy, czy nie mógłby istnieć taki układ stałych fizycz­nych, który sprzy­jałby większej zło­żo­ności i wyra­fi­no­waniu życia.

      „Czy praw­do­po­do­bień­stwo, że zda­rzenia które starałem się nakre­ślić wyżej, zaist­niały rów­no­cze­śnie w jednym wszech­świecie liczącym „ledwo” 14 miliardów lat, jest większe od tego, że w miliar­dach wszech­światów z miliar­dami cywi­li­zacji jeden rozbity kubek wróci do poprzed­niego stanu?”

      I tu znów mogę się odwołać zarówno do zasady antro­picznej jak i już przy­wo­ła­nego cytatu. Jeśli szansa na zda­rzenie wynosi więcej niż zero, nie wolno tego wyklu­czyć. Co do życia, maszy­nerii biał­kowej i nas samych, to proszę pamiętać, że również pozo­sta­jemy igno­ran­tami. Już o tym kiedyś wspo­mi­nałem i pewnie ten wątek rozwinę w przy­szłości. Guzik wiemy na temat abio­ge­nezy (nie­zwe­ry­fi­ko­wane modele). Nie­wy­klu­czone, że w pewnych warun­kach życie wręcz musi powstać, ale również, że rze­czy­wi­ście tylko na Ziemi zaist­niał taki super-przy­padek. I to pytanie mnie fascy­nuje. Prze­kro­czenie granicy między chemią a biologią to nie­sa­mo­wita zagadka, o wiele większa od wyewo­lu­owania czło­wieka z już ist­nie­ją­cych orga­ni­zmów.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Jacek

        Dziękuję za obszerną odpo­wiedź. Nie będę próbował podjąć z Panem dyskusji stricte naukowej, gdyż z powodu braku wiedzy zostałbym zaorany, niemniej jednak pozwolę sobie podzielić się kilkoma prze­my­śle­niami na temat istoty Pań­skiego artykułu.

        Jestem kre­acjo­nistą, jednakże daleko mi do przy­jęcia kon­cepcji „Boga dziur”. Nie traktuję Boga jako odpo­wiedzi na pytania, na które nauka w chwili obecnej odpo­wie­dzieć nie potrafi, dostrzegam go raczej – podobnie jak Einstein – w całej zło­żo­ności wszech­świata i praw rzą­dzą­cych fizyką. Nie kupuję zasady antro­picznej w kon­tek­ście wyja­śnienia przy­czyny powstania życia. Moim zdaniem jest ona naukowym odpo­wied­ni­kiem reli­gij­nego „Bóg tak chciał”, łatwą odpo­wie­dzią na trudne pytania, uogól­nie­niem baga­te­li­zu­jącym szalenie istotny kontekst – szcze­gólnie w dyskusji na temat ist­nienia inte­li­gent­nego pro­jek­tanta.

        Dziwi mnie postawa części naukowców, którzy w kolej­nych suk­ce­sach nauki roz­świe­tla­ją­cych zaciem­nione dotych­czas obszary wiedzy, dopa­trują się jedynie dowodów na nie­ist­nienie Boga. W dużym uogól­nieniu można by rzec, że to tak, jakby świeżo odna­le­ziony zestaw szkiców Leonarda da Vinci potrak­tować jako dowód na to, że ktoś taki nigdy nie istniał. Każdy sukces współ­cze­snej nauki można równie dobrze roz­pa­trywać w kate­gorii argu­mentu za tym, że wszech­świat jest prze­my­ślanym pro­jektem. Przy­najm­niej ja tak mam, że wraz z każdą kolejną książką czy arty­kułem poru­sza­jącym zagad­nienia astro­nomii i kosmo­logii, OTW czy mecha­niki kwan­towej utwier­dzam się w prze­ko­naniu, że coś tak zło­żo­nego, wyra­fi­no­wa­nego i intry­gu­ją­cego po prostu nie mogło powstać przez przy­padek.

        Zarówno zaak­cep­to­wanie idei Boga Stwórcy jak i jej zaprze­czenie spro­wadza się do kwestii wiary, gdyż nauka nie jest w stanie z całą pew­no­ścią potwier­dzić bądź wyklu­czyć jego ist­nienia. Musimy zde­cy­dować, czy łatwiej nam uwierzyć w praw­do­po­do­bień­stwo rzędu 1:10^229 (na takie szacunki Lee Smolina się natknąłem), czy w to, że procesy rządzące powsta­niem wszech­świata i ewolucją życia zostały popchnięte w odpo­wiednim kierunku przez inte­li­gent­nego pro­jek­tanta.

        Pozdra­wiam ser­decznie.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Dominik Kurek

    1. R.Dawkins nie jest skrajnym ateistą.
    2. Któż zaprzeczy takiemu „Bogu” czyli naturze?
    – A solip­systa?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Baltic Proa

    Religia to efekt uboczny dzia­łania struk­tury mózgu zwanej neurony lustrzane. Wykształ­ciły się one w ciągu ewolucji pokoleń ludzi promując zacho­wania współ­od­czu­wania, altru­izmu. Grupa która czuła co czuje współ­ple­mie­niec mogła syn­chro­ni­zować zadania i wspólnie bronić się przed zagro­że­niami. Nie była to grupa ego­cen­tryków. Niestety neurony bliź­niacze mają też inne cechy, tzw efekty uboczne. Mniej szko­dliwym, a czasami pozy­tywnym jest obser­wo­wany dialog wewnętrzny. Gdy jest on pod kontrolą świa­do­mości jest wszystko OK. Wiemy że roz­ma­wiamy sami ze sobą. Roz­wa­żamy za i przeciw, ana­li­zu­jemy błędy. To taka nasza wewnętrzna wir­tu­alna rze­czy­wi­stość i symu­lator błędów. Niestety gdy neurony lustrzane nie są pod kontrolą świa­do­mości a pod­świa­do­mości doświad­czamy wrażenia że roz­ma­wiamy z kimś zewnętrznym, bogiem, aniołem, demonem, kosmitą. Ciekawe jest to że doświad­czamy wrażenia że ta osoba dosko­nale nas zna. I wcale nie jest to dziwne, gdyż tak naprawdę roz­ma­wiamy ze sobą. Gdy doświadcza to jedna osoba, nazywamy to zabu­rze­niem oso­bo­wości. Często też ta poje­dyncza osoba doświadcza kontaktu z nie­stan­dar­do­wymi bytami, co jeszcze bardzie utwierdza grupę zewnętrzną w prze­ko­naniu że to zabu­rzenie oso­bo­wości. Jednak gdy zbierze się dosta­teczna liczba osób o podobnym zabu­rzeniu oso­bo­wości, która doświadcza podob­nych uro­jo­nych wizji, to wtedy już mamy do czy­nienia z wie­rze­niami. Gdy te wie­rzenia prze­chwyci cyniczna osoba żądna władzy, wtedy doświad­czamy poja­wienie się nowej religii.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0