Jestem dzi­wa­kiem. Uważam się za stu­pro­cen­to­wego ewo­lu­cjo­ni­stę, nie mogąc jednak odrzucić moż­li­wo­ści ist­nie­nia wyższego bytu, nazy­wa­nego w naszym kręgu kul­tu­ro­wym Bogiem. Zawsze uważałem, że to bardzo dobrze gdyż religia potrafi wzbo­ga­cić czło­wieka. Ja nie jestem jednak reli­gijny. W każdym razie mniej niż kiedyś. Coraz trudniej pogodzić mi zami­ło­wa­nia naukowe z wiarą, iż coś za tym wszyst­kim stoi. Astro­no­mia, fizyka, biologia i inne nauki z każdym rokiem wyja­śniają nowe zagadki i usuwają potrzebę tłu­ma­cze­nia sobie trudnych spraw genial­nym pro­jek­tan­tem. Muszę przyznać, że sam się boję stać ateistą i muszę robić sobie przerwy od nowych wia­do­mo­ści, faktów i dowodów. Naj­gor­sze, że nie mogę w tym znaleźć żadnego prania mózgu lecz czystą logikę i naukę.


Jednak nie to jest głównym tematem wpisu. Od religii nie odciąga mnie naj­bar­dziej nauka, ate­istyczne filmiki na YouTube, czy cha­ry­zma­tyczny prof. Dawkins. W krąg ateistów naj­le­piej spychają czło­wieka co nie­któ­rzy… Katolicy! Szukając różnych debat i arty­ku­łów tema­tycz­nych w sieci człowiek mimo­cho­dem zerka na setki komen­ta­rzy wymie­nia­ją­cych się uwagami ewo­lu­cjo­ni­stów z kre­acjo­ni­stami. Czasami także nie­chcący wciągnie się do dyskusji… I to jest błąd. Człowiek zaczyna zauważać, że Kościół naprawdę ma niewiele do prze­ka­za­nia, a jego wartość raz za razem spada. Zatwar­dziali kre­acjo­ni­ści na coraz większą ilość racjo­nal­nych dowodów odpo­wia­dają bardziej skraj­nymi pozami. Naj­śmiesz­niej­szą tezę mówiącą o tym, iż Ziemia ma 6000 lat, zapre­zen­to­wa­łem w uprzed­niej notce. Nie to jest jednak naj­gor­sze.

W przy­wo­ła­nych komen­ta­rzach prze­glą­da­ją­cemu bardzo szybko rzuca się w oczy agre­syw­ność, a nawet wul­gar­ność wie­rzą­cych. Wynika to naj­czę­ściej z braku argu­men­tów i braku nawet ele­men­tar­nej wiedzy umoż­li­wia­ją­cej mery­to­ryczną dysputę. Rozmowa z nimi to ciąg pro­wo­ka­cji i prze­krzy­ki­wa­nia nie pro­wa­dzą­cych do niczego. Naj­gor­sze jest to, że nie będąc ateistą ale widząc ich argu­menty, auto­ma­tycz­nie staje po stronie nie­wier­nych. Dziwią mnie zacho­wa­nia ludzi reli­gij­nych. Sam wierząc w istotę wyższą nigdy bym nie roz­po­czął dialogu z ludźmi nauki. Po co? Mimo, iż wierzę, zdaję sobie sprawę, że to oni mają niezbite argu­menty. Wiara nie jest żadnym dowodem czy faktem lecz uczuciem. Należy ją zostawić dla siebie i jedynie pokojowo próbować ją zaszcze­piać w innych, chętnych osobach.

Nieco gene­ra­li­zuję. Wśród reli­gij­nych są również ludzie oświe­ceni, a wśród naukow­ców zatwar­dziali fun­da­men­ta­li­ści. Tych drugich jest jednak mało. Myślę, że każdy inte­li­gentny ateista po udo­wod­nie­niu ist­nie­nia Boga lub obaleniu ewolucji prze­szedłby na drugą stronę. Cie­kaw­sze jest jednak pytanie czy Chrze­ści­ja­nin po odna­le­zie­niu dowodów na teorię ewolucji czy wiel­kiego wybuchu ukorzył by się przed nauką? Na to pytanie mogliśmy odpo­wia­dać codzien­nie. Po odkryciu przez Gamowa mikro­fa­lo­wego pro­mie­nio­wa­nia tła. Po odna­le­zie­niu w 40% kom­plet­nego szkie­letu Lucy. Także po nie­daw­nym ujaw­nie­niu Idy z gatunku Dar­wi­nius.

Jak napi­sa­łem wcze­śniej, religia jest potrzebna. Po prze­glą­da­niu wypocin reli­gij­nych fun­da­men­ta­li­stów moje zdanie uległo jednak zachwia­niu. Nie­chcący do reflek­sji dopro­wa­dził mnie swoimi komen­ta­rzami pewien kre­acjo­ni­sta. Mój pogląd na temat potrzeby ist­nie­nia wiary był pier­wot­nie podobny do jego. Człowiek nie czuje się samotny, zawsze ma nadzieje, łatwiej mu być moralnym i boi się grzechu. Jak już wspo­mnia­łem podczas dyskusji rzadko się ujawniam i wolę stanąć po stronie ateistów. Inter­nauta wycią­gnął nijako mój argument, z góry osą­dza­jąc nie­wier­nych i dając wyraz temu, że bez religii człowiek nosi w sobie zło i musi być gorszy od Katolika. Zasta­no­wi­łem się i moje doświad­cze­nia codzienne świadczą o czymś zupełnie innym. Moral­ność i uczci­wość wynosi się “z domu”. Kościół nie zmienia w dzi­siej­szych czasach wła­ści­wie nic. Człowiek, który jest prawy zostanie taki nawet gdyby religia okazała się mitem, a nik­czemny nic sobie nie robi z sądu osta­tecz­nego.

Brnąc dalej w temat, coraz bardziej zbliżam się do roz­wi­dle­nia dróg. Ludzie uwa­ża­jący się na reli­gij­nych a przez to “lepszych” powinni mocno się zasta­no­wić, gdyż bardziej spychają czło­wieka na ścieżkę ateizmu niż wszyst­kie naukowe dowody razem wzięte. Każdy ma prawo dojść do prawdy przez własne obser­wa­cje i osąd, nie przez nacisk więk­szo­ści i strach przed piekłem. Puentą niech będzie fragment “Boga uro­jo­nego” Dawkinsa. Amen.
Kata­strofa nie przyszła z zewnątrz, naro­dziła się w środku czło­wieka, w umyśle fatalnie wręcz osła­bio­nym i oma­mio­nym wskutek fun­da­men­ta­li­stycz­nego reli­gij­nego wycho­wa­nia, za sprawa którego Wise czuł się zmuszony wierzyć, że Ziemia — przed­miot jego geo­lo­gicz­nych studiów w Chicago i na Harvar­dzie — ma co najwyżej dziesięć tysięcy lat. Był oczy­wi­ście zbyt inte­li­gentny, by nie dostrzec nie­roz­wią­zy­wal­nego kon­fliktu miedzy własna religia a własna wiedza. Pewnego dnia, gdy ból ten stał się już nie do znie­sie­nia, Wise posta­no­wił roz­wią­zać problem za pomocą pary nożyczek. Wziął do reki Biblie i — dosłow­nie — wyciął każdy fragment, który musiałby zniknąć, gdyby praw­dziwa była naukowa wizja świata. Gdy skończył z tym nie­wy­po­wie­dzia­nie uczciwym, a przy tym jakże pra­co­chłon­nym zajęciem, z Biblii pozo­stało tak niewiele, że musiał przyznać, iż:
choć starałem się, jak mogłem, i pozo­sta­wia­łem nawet nie­tknięte mar­gi­nesy, nie­moż­li­wym okazało się popra­wie­nie Biblii bez podzie­le­nia jej na dwie części. Musiałem zatem podjąć decyzje — ewolucja albo Pismo. Albo Biblia mówi prawdę i teoria ewolucji jest fałszywa, albo ewolucja jest prawda, a wtedy muszę wyrzucić Biblię […] Tej nocy posta­no­wi­łem przyjąć Słowo Boże i odrzucić wszystko, co mu przeczy. Z wielkim żalem poże­gna­łem się wiec z wszyst­kimi marze­niami i nadzie­jami, jakie pokła­da­łem w nauce.
Tekst ukazał się pier­wot­nie tutaj, 20 marca 2010.

  • Ano­ny­mous

    Tro­szeczkę nie rozumiem tych prze­my­śleń zwłasz­cza tekstów w stylu “Ludzie uwa­ża­jący się na reli­gij­nych a przez to “lepszych” powinni mocno się zasta­no­wić, gdyż bardziej spychają czło­wieka na ścieżkę ateizmu niż wszyst­kie naukowe dowody razem wzięte.”

    Po 1- wśród ateistów również nie brakuje różnego rodzaju oszo­ło­mów, plo­tą­cych różnego rodzaju bzdury. W innych wpisach poruszał pan temat Kwejka, zresztą można sobie wejść na dowolną stronę w inter­ne­cie sku­pia­jącą jakąś większą grupę ludzi i z jednej i drugiej strony mamy takie przy­padki że można się za głowę złapać. A że w dzi­siej­szych czasach mamy swoista modę na poda­wa­nie się za ateistę albo chociaż osobę obojętną reli­gij­nie (której to mody naprawdę ciężko nie zauważyć) to internet przeżywa obecnie wysyp różnego rodzaju wyna­laz­ków, uwa­ża­ją­cych się za wielkich scjen­ty­stów i awan­gardę ludz­ko­ści a tak naprawdę niewiele różniącą się od boha­te­rów programu “Matura to bzdura”. Ale czy to jest powód do tego żeby się obrażać na naukę, racjo­na­lizm, ateizm itd.? Dla mnie oso­bi­ście nie. To nie winna tych świa­to­po­glą­dów czy idei że ludzie wyko­rzy­stują je jako ładne opa­ko­wa­nie na swoją agresję albo uspra­wie­dli­wie­nie dla swoich celów.

    Po 2- wydaje mi się że w wierze naj­waż­niej­sza jest relacja siła wyższa- człowiek i zupełnie nie rozumiem ludzi którzy opo­wia­dają jak to np. pazer­ność i demo­ra­li­za­cja kleru uczyniła z nich “ateistów”. Podobnie jak nie rozumiem jak pisanina jakichś mało roz­gar­nię­tych ananasów na temat ich domnie­ma­nej wyż­szo­ści moralnej może sprawić odejście od wiary. Bo u mnie wzbudza raczej poli­to­wa­nie.

    Po 3- nie rozumiem też podej­ścia ludzi (zarówno wie­rzą­cych jak i nie­wie­rzą­cych) że ewen­tu­alne ist­nie­nie siły wyższej jest po to żeby coś tłu­ma­czyć, np. rze­czy­wi­stość. W naucza­niu np. KrK (wielu wyznań chrze­ści­jań­skich i nawet innych religii też) Bóg czy bogowie są tak nie­prze­wi­dy­wal­nymi i zagad­ko­wymi istotami że ich ist­nie­nie nie tłumaczy mi niczego. Nie widzę kon­fliktu między wiarą a nauką. Wiara, moim zdaniem, nie ma służyć wyja­śnia­niu jakich­kol­wiek zjawisk bo od tego właśnie mamy naukę. Próby prze­ciw­sta­wia­nia sobie wiary i nauki to tak jakby kon­fron­to­wać kanapę z lodówką, rzeczy o zupełnie różnym prze­zna­cze­niu. A fakt że wielu ludzi wykorzystywało/wykorzystuje religię do tłu­ma­cze­nia różnych zjawisk to już ich problem.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • A

    Ofi­cjalna doktryna KK nie podważa wcale teorii ewolucji przecież. Polecam Ci za to poczytać ks. Michała Hellera. Gościu jest po prostu świetny. Zdarzało mu się nawet deba­to­wać z — równie słynnym, co okle­pa­nym — Daw­kin­sem 😀

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Zaba­wi­łeś się w arche­ologa — powyższy wpis popeł­ni­łem kiedy byłem jeszcze nasto­lat­kiem. 😉 Jako, że zamiesz­cza­łem na blogu już dwu­krot­nie relację z wykładów księdza pro­fe­sora, a na półce obok znajdują się trzy książki jego autor­stwa, “coś tam” sły­sza­łem.

      Nigdy nie twier­dzi­łem również, że KK odrzuca teorię ewolucji. Ba, na face­bo­oku publi­ko­wa­łem kiedyś nawet cytat na ten temat, autor­stwa przy­wo­ła­nego Hellera. W tekście czepiam się wyraźnie o kre­acjo­ni­stów.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Dominik Kurek

    Ciężko być ateistą: zrobisz coś złego, to twoja wina, bo bez Boga ani do proga. Gdy z twej przy­czyny zdarzy się coś dobrego, to okazuje się, że to sam Pan działa nawet przez nie­wie­rzą­cych..

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0